A wiec bylem poraz kolejny na komisariacie Policji na starym miescie w Chang Mai.
dalem Lapowke wysokosci 2000 bath w kopercie ( jak w PRL jesli ktos to pamieta).
Po wzieciu koperty oficer powiedzial ze teraz przyloza sie dobrze do szukania tego skradzionego skutera. Policja ma na to trzy miesiace.
Czyli ja mam tez spokuj na trzy miesace !!!!
Powiedzial ze cena za taki skuter to gora 30,000 bath ale ze kobieta z wypozyczalni powinna sie tez zadowolic 10,000 bath. Ona tez zrobila duzo blendow i powinna wziac czesc odpowiedzialnosci na siebie.
Nic bym nie zrobil bez najomych Tajow ktorzy mi bardzo pomogli w tlumaczeniu i wytumaczeniu Tajlandzkiej rzeczywistosci.
W podsunieciu pomyslu z Lapowka, w sposobie rozmowy z kobieta z wypozyczalni. Bez nich pewnie bym przepadl w arescie na komisariacie.
Czuje niesmak jak potraktowala mnie ambasada polska w Bangkoku praktycznie rady z ambasady (jesli regulke ktora uslyszalem mozna nazwac rada) pchaly mnie w ramiona oszustow. Rozumie ze maja oni duzo pracy ale (do diabla!) oni maja pieniadze z naszych podatkow, a my placimy by dla nas pracowali, a nie nas olewali ... bo to juz jest zlodziejstwo.
Oszusci nie maja do mnie juz takiego latwego dostempu bo nie oficjalnie zniklo z moich akt pare papierow (mam je u siebie

)
Po jutrze znajomi tajowie maja mnie skontaktowac z prawnikiem i pomoc dogadac sie z ludzmi z wypozyczalni.
Za jakis czas opisze dalszy ciag wydazen bo wyglada na to ze tu sie zaczelo takie oszukiwanie turystow. Pewnie moja historia moze zaoszczedzic komus wiele klopotow.